Bajka o czajniczku

Czajnik był drugiej kategorii. Przynajmniej tak mu mówiono. Biały, plastikowy, zwykły. Nikt nie wróżył mu ciekawej przyszłości. Nie poddawał się jednak. Grzał wodę każego dnia, kilkanaście razy w ciągu godziny. Zobaczył setki, jak nie tysiące, herbat, kaw, gorących kubków. To wszystko – dzięki niemu. Wiedział o tym. Dlatego nie przejmował się gadaniem.

Pewnego dnia poczuł, że przy klapie do nalewania wody coś zaczyna trzeszczeć. I zupełnie nagle, kolejna osoba, która chciała nalać wody, urwała przycisk.

Tyle razy wykonał swoją pracę doskonale. Teraz wylądował w koszu, chociaż jego serce mogło dalej grzać.

Bajka o baloniku

Czerwony balon znalazł się w koszu. Nie bardzo pamiętał, jak. Jeszcze chwilę wcześniej czuł się pełen powietrza i wiary w to, że świat jest piękny. Czuł wstążkę, dzięki której mógł cieszyć się w pełni okrągłym kształtem i nie bał się, że to straci. Słyszał śmiechy dzieci, zderzał się z innymi balonami, wszystko dookoła było kolorowe. To szczęście trwało kilka godzin. Teraz czuł się dziwnie, w szarym, ciasnym i śmierdzącym koszu. Gdzieś daleko nadal było słychać zabawę.

Nagle zobaczył w dali, wysoko, niebieski balon. Widocznie uciekł i podążał teraz ku nieznanemu, ku chmurom.  Czerwony balon zaczął marzyć. A gdyby tak udało mu się wydostać z tego uwięzienia? Mógłby poszybować tam, skąd balony nie wracają. Nikt o tym nie mówił, żaden nie wrócił. Musi być tam pięknie, w niebie.

Gdy tak marzył, wciśnięty w kosz na śmieci, nagle ktoś przechodząc obok go przekłuł.

Bajka o pluszowym misiu

Było takie miejsce w domu, gdzie nikt nie zaglądał. Brudny, ciemny kąt, zupełnie opuszczony. Tam właśnie siedział skulony, pluszowy miś. Kiedyś piękny, puszysty i o ładnej barwie mlecznej czekolady. Teraz już niestety brunatny, mocno zakurzony. I smutny.

Smutny, bo od dawna nikt go nie przytulał. Ani on nikogo nie tulił. Siedział w tym kącie bardzo, bardzo długo. W końcu przecież dzieci dorosły, a dorośli nie przytulają pluszowych misiów. I tak został sam, niechciany i zapomniany.

Miś z nosem na kwintę zastanawiał się ciągle: „Czy źle przytulałem?”. Myślał i myślał, a z czasem smutniał coraz bardziej. Aż w końcu ktoś sobie o nim przypomniał. I wyrzucił go do śmieci.

Bajka o psiaku

Psiak był uroczy. Biały i puszysty. Do tego trzeba dodać sympatyczne czarne oczy i nos. Charakter miał też dobry, nigdy nie szczekał nerwowo i nie rozrabiał. Dzieciaki go uwielbiały.

Niestety to rodzice, jak się okazało, mieli uczulenie na sierść. Zaczęli odsuwać psiaka najpierw od siebie, potem dzieci też przestały go tak często głaskać. W końcu nikt się z nim nie bawił. Przyjemne spacery też się skończyły, teraz to były krótkie wyjścia na siku i koniec.

Pewnego dnia psiaka obudzono wieczorem. Był zaspany, gdy rodzice wsiadali z nim do samochodu. Czuł, że jechali szybko. A potem, nagle, samochód się zatrzymał na poboczu. Drzwi się otworzyły, psiak znalazł się przez sekundę w mocnym uścisku. Po chwili poczuł, że upada. Był tak zaskoczony tym, co się stało, że dopiero po chwili zauważył – brak samochodu, brak rodziców, brak dzieci. Brak domu. Był sam, w ciemności, gdzieś na zewnątrz, w oddali majaczył las. Psiak zaczął się mocno bać. Nie wiedział, co się stało, gdzie są wszyscy. Zaczął nerwowo piszczeć i kręcić się po poboczu i drodze. Węszył, szukał śladów, denerwował się.

Nie zauważył świateł ani trąbienia samochodu, który go potrącił.

 

Bajka o choince

Młoda choinka wyglądała w lesie pięknie. Była zielona i zdrowa, zapowiadała się na piękne i dorodne drzewo. Ale pewnego dnia przyszedł drwal i zabrał ją z lasu.

Odcięta od korzeni, nie czuła się dobrze. Najpierw jechała w zatłoczonej ciężarówce. Później kilka długich dni była oglądana, dotykana i oceniana na bazarze przez kupujących. Opinie były surowe: „Krzywa chyba”, „Za mało igieł”, „Mogłaby być wyższa”. Mała choinka z każdym dniem smutniała coraz bardziej.

W końcu jednak trafiła na miłą rodzinę, której się podobała. Została kupiona i zabrana do domu, w którym było ciepło i przytulnie. Dzieci ubrały ją w bombki i światełka. Choinka miała się coraz lepiej, bezpiecznie i dobrze. Podobało jej się w tym domu bardzo. Miała ozdoby, dużo uwagi, głaskania i czuła się ładna. Chciała tam zostać na zawsze i duża urosnąć.

Aż któregoś dnia święta się skończyły. Z gałęzi zabrano jej ozdoby i światełka. Igły zaczęły spadać. I któregoś dnia mała choinka została wyniesiona z domu. Wciśnięta do worka na śmieci, wylądowała na śmietniku. Z połamanymi gałązkami, smutna i opuszczona. Stała tam chwilę, aż uschła do końca. Nie widziała już śmieciarki, która wywiozła ją na wysypisko.