Smutna bajka o gazecie

Brzydziła się sobą.

Treścią jej krótkiego życia były kłamstwa, skandale, brudy, tragedie. Płakać się chciało, gdy zajrzało się do środka. Nie miała przed sobą żadnej przyszłości. Nie było żadnej szansy na zmianę. Taka była aktualna rzeczywistość i sprzedawało się tylko to, co było złe.

Wspomnienie początku, gdy była czysta, a żadna zła historia jeszcze jej nie dotknęła, było bardzo krótkie, zamglone, praktycznie nierealne. Wydaje się, że było to dawno, a przecież dopiero wczoraj. Jest więc pełna polityki, kryzysów, dramatów ludzi.

Gazeta codzienna. Wczoraj czysta, mogąca zapełnić się dobrem.

Dziś już w rynsztoku.

Bajka o kotku

To był dosyć chudy, czarny kot. Jak się urodził, było bardzo zimno, ale poradził sobie, matka była obok. Teraz jest sam. Widział już dwie zimy. Ta jest kolejna. Często jest głodny i zagląda do śmietnika. Nie ma tam zbyt wiele jedzenia, ciężko coś znaleźć. W brzuchu mu burczy, gdy tak siedzi. Lubi tylko wieczory, gdy ludzie wracają pod blok tymi burczącymi samochodami. Maska jest wtedy ciepła i lubi na niej leżeć. Zganiają go, ale i tak wraca. Ciepło.

Kolejny dzień, znowu zagląda do śmietnika. Ostatnio próbował zwrócić na siebie uwagę tych ludzi i miauczał w nocy, długo, dosyć przeraźliwie, żeby go zauważyli. Czyżby się udało?

Zauważa miseczkę, a w niej… coś pachnącego. Podchodzi, wącha. Próbuje. Zjada wszystko! Jest teraz szczęśliwym kotem, z pełnym brzuchem. Czeka na wieczór, by jeszcze poleżeć na ciepłej masce, gdy nagle… W brzuchu zaczyna go coś drapać, boleć. Miauczy. Coś jest nie tak. Bardzo boli, tak bardzo, że już nie może miauknąć, piszczy. Spada z ławki, na której przycupnął. Piszczy.

W karmie była trutka, nie wyczuł. Umiera zmarznięty.

Bajka o czajniczku

Czajnik był drugiej kategorii. Przynajmniej tak mu mówiono. Biały, plastikowy, zwykły. Nikt nie wróżył mu ciekawej przyszłości. Nie poddawał się jednak. Grzał wodę każego dnia, kilkanaście razy w ciągu godziny. Zobaczył setki, jak nie tysiące, herbat, kaw, gorących kubków. To wszystko – dzięki niemu. Wiedział o tym. Dlatego nie przejmował się gadaniem.

Pewnego dnia poczuł, że przy klapie do nalewania wody coś zaczyna trzeszczeć. I zupełnie nagle, kolejna osoba, która chciała nalać wody, urwała przycisk.

Tyle razy wykonał swoją pracę doskonale. Teraz wylądował w koszu, chociaż jego serce mogło dalej grzać.

Bajka o baloniku

Czerwony balon znalazł się w koszu. Nie bardzo pamiętał, jak. Jeszcze chwilę wcześniej czuł się pełen powietrza i wiary w to, że świat jest piękny. Czuł wstążkę, dzięki której mógł cieszyć się w pełni okrągłym kształtem i nie bał się, że to straci. Słyszał śmiechy dzieci, zderzał się z innymi balonami, wszystko dookoła było kolorowe. To szczęście trwało kilka godzin. Teraz czuł się dziwnie, w szarym, ciasnym i śmierdzącym koszu. Gdzieś daleko nadal było słychać zabawę.

Nagle zobaczył w dali, wysoko, niebieski balon. Widocznie uciekł i podążał teraz ku nieznanemu, ku chmurom.  Czerwony balon zaczął marzyć. A gdyby tak udało mu się wydostać z tego uwięzienia? Mógłby poszybować tam, skąd balony nie wracają. Nikt o tym nie mówił, żaden nie wrócił. Musi być tam pięknie, w niebie.

Gdy tak marzył, wciśnięty w kosz na śmieci, nagle ktoś przechodząc obok go przekłuł.

Bajka o pluszowym misiu

Było takie miejsce w domu, gdzie nikt nie zaglądał. Brudny, ciemny kąt, zupełnie opuszczony. Tam właśnie siedział skulony, pluszowy miś. Kiedyś piękny, puszysty i o ładnej barwie mlecznej czekolady. Teraz już niestety brunatny, mocno zakurzony. I smutny.

Smutny, bo od dawna nikt go nie przytulał. Ani on nikogo nie tulił. Siedział w tym kącie bardzo, bardzo długo. W końcu przecież dzieci dorosły, a dorośli nie przytulają pluszowych misiów. I tak został sam, niechciany i zapomniany.

Miś z nosem na kwintę zastanawiał się ciągle: „Czy źle przytulałem?”. Myślał i myślał, a z czasem smutniał coraz bardziej. Aż w końcu ktoś sobie o nim przypomniał. I wyrzucił go do śmieci.

Bajka o psiaku

Psiak był uroczy. Biały i puszysty. Do tego trzeba dodać sympatyczne czarne oczy i nos. Charakter miał też dobry, nigdy nie szczekał nerwowo i nie rozrabiał. Dzieciaki go uwielbiały.

Niestety to rodzice, jak się okazało, mieli uczulenie na sierść. Zaczęli odsuwać psiaka najpierw od siebie, potem dzieci też przestały go tak często głaskać. W końcu nikt się z nim nie bawił. Przyjemne spacery też się skończyły, teraz to były krótkie wyjścia na siku i koniec.

Pewnego dnia psiaka obudzono wieczorem. Był zaspany, gdy rodzice wsiadali z nim do samochodu. Czuł, że jechali szybko. A potem, nagle, samochód się zatrzymał na poboczu. Drzwi się otworzyły, psiak znalazł się przez sekundę w mocnym uścisku. Po chwili poczuł, że upada. Był tak zaskoczony tym, co się stało, że dopiero po chwili zauważył – brak samochodu, brak rodziców, brak dzieci. Brak domu. Był sam, w ciemności, gdzieś na zewnątrz, w oddali majaczył las. Psiak zaczął się mocno bać. Nie wiedział, co się stało, gdzie są wszyscy. Zaczął nerwowo piszczeć i kręcić się po poboczu i drodze. Węszył, szukał śladów, denerwował się.

Nie zauważył świateł ani trąbienia samochodu, który go potrącił.

 

Bajka o choince

Młoda choinka wyglądała w lesie pięknie. Była zielona i zdrowa, zapowiadała się na piękne i dorodne drzewo. Ale pewnego dnia przyszedł drwal i zabrał ją z lasu.

Odcięta od korzeni, nie czuła się dobrze. Najpierw jechała w zatłoczonej ciężarówce. Później kilka długich dni była oglądana, dotykana i oceniana na bazarze przez kupujących. Opinie były surowe: „Krzywa chyba”, „Za mało igieł”, „Mogłaby być wyższa”. Mała choinka z każdym dniem smutniała coraz bardziej.

W końcu jednak trafiła na miłą rodzinę, której się podobała. Została kupiona i zabrana do domu, w którym było ciepło i przytulnie. Dzieci ubrały ją w bombki i światełka. Choinka miała się coraz lepiej, bezpiecznie i dobrze. Podobało jej się w tym domu bardzo. Miała ozdoby, dużo uwagi, głaskania i czuła się ładna. Chciała tam zostać na zawsze i duża urosnąć.

Aż któregoś dnia święta się skończyły. Z gałęzi zabrano jej ozdoby i światełka. Igły zaczęły spadać. I któregoś dnia mała choinka została wyniesiona z domu. Wciśnięta do worka na śmieci, wylądowała na śmietniku. Z połamanymi gałązkami, smutna i opuszczona. Stała tam chwilę, aż uschła do końca. Nie widziała już śmieciarki, która wywiozła ją na wysypisko.