Bajka o chłopcu

Codziennie spotykali się w szkole. Mijała go na korytarzu.
Nawet miał kolegów. Żadnej koleżanki.
Był chory.
To było widać na pierwszy rzut oka.
Nie chodził normalnie.
Nie wiedziała, co to za choroba. Czy tym można się zarazić?

Nie wiedziała też, jak on się z tym czuł. Co myślał. Widziała, że jest smutny.
Bardzo smutny.
Ale miał kolegów, czasami nawet się z czegoś śmiali.

Chciała go parę razy zaczepić.
Powiedzieć, że w sumie to fajne, że chodzi do szkoły.
Pomimo choroby.
Ale nie zaczepiła go, chyba się wstydziła.
Tego, że się z niej będą śmiać. Że się chorym interesuje.
Jeszcze pomyślą, że może z nią też coś jest nie tak?

Raz, gdy go mijała, ich oczy się spotkały. Chciała się uśmiechnąć.
Ale odwróciła głowę.
Nie widziała, że on zasmucił się jeszcze bardziej, gdy to zauważył.
Nie wiedziała, że pomyślał, że żadna dziewczyna go nigdy nie polubi.
Że jest odrażający.

Dowiedziała się kilka dni później, że tamtego dnia ten chłopak nie wrócił już do domu. Po szkole poszedł w kierunku torów kolejowych i popełnił samobójstwo.

Bajka o kurczaczku

Przez trzy tygodnie był bezpieczny.
Rozwijał się, zanurzony w odżywczej substancji, w przyjaznym środowisku.
Przed światem zewnętrznym chroniła go skutecznie delikatna skorupka.
Żadne zagrożenie nie dotarło do środka. Nic nie zakłóciło wzrostu.

Po trzech tygodniach przebił małym dzióbkiem skorupkę.
Świat okazał się trudniejszy, niż się spodziewał.
Było zimniej. Było głośniej. Bał się.

Dobrze, że nie poznał ciepła matki, nie zaznał jej opieki.
Nie miał okazji wyrosnąć na dorodnego koguta.
Na fermie nie są potrzebne.

Do maszyny wrzuciła go dłoń w żółtej rękawiczce.
Ta zmiażdżyła go bezboleśnie.

Bajka o rękawiczkach

Były jak dwie połówki jabłka, tak myślała.
Że będą zawsze razem, nierozłączne.
Że będą się uzupełniać, bo choć podobne do siebie, to jednak się różniły.
To miało być wspaniałe połączenie na wieki wieków.
Rękawiczki. Prawa i lewa. Jedna para.
Nie myślała, że coś je rozłączy.
Marzyła, że po prostu będą obok siebie, blisko.
Że będą siebie miały, niezależnie od tego, co się wydarzy.
Pewnego dnia jednak lewa rękawiczka zniknęła.
Czy się zgubiła? I leży teraz gdzieś w błocie, sama, nieszczęśliwa? Zadeptana?
Nie wiedziała.
Zadręczała się domysłami.
Nie mogła dalej żyć wiedząc, że tamtej nie ma obok.
I już nigdy nie będzie.

Bajka o gazecie

Brzydziła się sobą.

Treścią jej krótkiego życia były kłamstwa, skandale, brudy, tragedie. Płakać się chciało, gdy zajrzało się do środka. Nie miała przed sobą żadnej przyszłości. Nie było żadnej szansy na zmianę. Taka była aktualna rzeczywistość i sprzedawało się tylko to, co było złe.

Wspomnienie początku, gdy była czysta, a żadna zła historia jeszcze jej nie dotknęła, było bardzo krótkie, zamglone, praktycznie nierealne. Wydaje się, że było to dawno, a przecież dopiero wczoraj. Jest więc pełna polityki, kryzysów, dramatów ludzi.

Gazeta codzienna. Wczoraj czysta, mogąca zapełnić się dobrem.

Dziś już w rynsztoku.

Bajka o baloniku

Czerwony balon znalazł się w koszu. Nie bardzo pamiętał, jak. Jeszcze chwilę wcześniej czuł się pełen powietrza i wiary w to, że świat jest piękny. Czuł wstążkę, dzięki której mógł cieszyć się w pełni okrągłym kształtem i nie bał się, że to straci. Słyszał śmiechy dzieci, zderzał się z innymi balonami, wszystko dookoła było kolorowe. To szczęście trwało kilka godzin. Teraz czuł się dziwnie, w szarym, ciasnym i śmierdzącym koszu. Gdzieś daleko nadal było słychać zabawę.

Nagle zobaczył w dali, wysoko, niebieski balon. Widocznie uciekł i podążał teraz ku nieznanemu, ku chmurom.  Czerwony balon zaczął marzyć. A gdyby tak udało mu się wydostać z tego uwięzienia? Mógłby poszybować tam, skąd balony nie wracają. Nikt o tym nie mówił, żaden nie wrócił. Musi być tam pięknie, w niebie.

Gdy tak marzył, wciśnięty w kosz na śmieci, nagle ktoś przechodząc obok go przekłuł.

Bajka o pluszowym misiu

Było takie miejsce w domu, gdzie nikt nie zaglądał.
Brudny, ciemny kąt, zupełnie opuszczony.
Tam właśnie siedział skulony, pluszowy miś.
Kiedyś piękny, puszysty i o ładnej barwie mlecznej czekolady.
Teraz już niestety brunatny, mocno zakurzony.
I smutny.

Smutny, bo od dawna nikt go nie przytulał.
Ani on nikogo nie tulił.
Siedział w tym kącie bardzo, bardzo długo.
W końcu przecież dzieci dorosły, a dorośli nie przytulają pluszowych misiów.
I tak został sam, niechciany i zapomniany.

Miś z nosem na kwintę zastanawiał się ciągle: „Czy źle przytulałem?”.
Myślał i myślał, a z czasem smutniał coraz bardziej.
Aż w końcu ktoś sobie o nim przypomniał.

I wyrzucił go do śmieci.

Bajka o psiaku

Psiak był uroczy. Biały i puszysty.
Do tego trzeba dodać sympatyczne czarne oczy i nos.
Charakter miał też dobry, nigdy nie szczekał nerwowo i nie rozrabiał.
Dzieciaki go uwielbiały.

Niestety to rodzice, jak się okazało, mieli uczulenie na sierść. 
Zaczęli odsuwać psiaka najpierw od siebie, potem dzieci też przestały go tak często głaskać.
W końcu nikt się z nim nie bawił.
Przyjemne spacery też się skończyły, teraz to były krótkie wyjścia na siku i koniec.

Pewnego dnia psiaka obudzono wieczorem.
Był zaspany, gdy rodzice wsiadali z nim do samochodu.
Czuł, że jechali szybko.
A potem, nagle, samochód się zatrzymał na poboczu.
Drzwi się otworzyły, psiak znalazł się przez sekundę w mocnym uścisku.
Po chwili poczuł, że upada.
Był tak zaskoczony tym, co się stało, że dopiero po chwili zauważył –
brak samochodu,
brak rodziców,
brak dzieci.
Brak domu.
Był sam, w ciemności, gdzieś na zewnątrz, w oddali majaczył las.

Psiak zaczął się mocno bać.
Nie wiedział, co się stało, gdzie są wszyscy.
Zaczął nerwowo piszczeć i kręcić się po poboczu i drodze.
Węszył, szukał śladów, denerwował się.

Nie zauważył świateł ani trąbienia samochodu, który go potrącił.