Bajka o sarnie

W lesie było ciemno, ciepło-wilgotno. Pachniało.
Cicho nie było, tu coś trzasnęło, tam coś szeleściło.
Gdy biegła, słyszała dźwięk wydawany przez kopyta.
Za drzewami widać było przejaśnienie. Tam się skierowała.
Była rozpędzona, gdy wyskoczyła z lasu, prosto na drogę.

Samochód też był rozpędzony.
Sarna wbiegła w światło reflektorów i w ułamku sekundy została potrącona.
Uderzona, upadła.
Samochód się zatrzymał.
Sarna leżała na boku.
Z nozdrzy sączyła sie krew.
Była mocno poobijana, nie mogła stanąć na nogi.

Podeszli ludzie.
Próbowali pomóc, pogłaskali. Obmacali jej nogi, sprawdzili nozdrza.
Sarna patrzyła, widać było ból w oczach.
Ludzie zadzwonili gdzieś.
Czekali.
Przyjechał radiowóz.
Rozmawiali.
Kłócili się.
Krzyczeli na siebie.
Pewien człowiek w końcu podszedł do sarny.
Trzymał w dłoni coś ciemnego.
Huknęło.

Zastrzelił sarnę.
Okazało się, że nie ma w pobliżu weterynarza, który może zwierzę zabrać.
I tyle.

Bajka o króliczku

Było wspaniale.
Był młody, puszysty, z różowym noskiem.
Dziecko go pokochało od razu!
 
Wcześniej przez chwilę mieszkał w takiej szklanej klatce.
Nie było tam przyjemnie. Miał kolegów i nie wszyscy byli mili.
Jedzonko też było kiepskie. W szybę pukali jacyś ludzie, widział ich ogromne głowy. Bał się czasami.
 
Aż pewnego dnia jedna z tych wielkich ludzkich twarzy przyglądała mu się dłużej niż inne. Po chwili poczuł, że jest wyjmowany z klatki i pakowany do jakiegoś pudełeczka. Znowu się bał, strasznie nim rzucało w tym pojemniczku. Chyba gdzieś go przenoszono. Trząsł się.
Czekał, co będzie dalej i… nagle poczuł na futerku promienie słońca.
I delikatny, ciepły dotyk jakiejś małej rączki!
Zobaczył małą, różową twarz człowieka, uśmiechającą się…
 
Od tego momentu wszystko było cudownie.
Był karmiony, głaskany, przytulany.
Był kochany.
Dowiedział się też, że są święta i małe, puszyste króliczki to wspaniały prezent z takiej okazji.
Cieszył się!
Było wspaniale!
 
Minął tydzień.
Święta się skończyły.
Dziecko się znudziło.
Rodzicom się nie chciało sprzątać po króliku, ani nim zajmować.
Sierść była wszędzie!
Wyrzucili go do kosza.
Przestraszonego królika zagryzł bezdomny pies, szukający jedzenia w śmietniku.

Bajka o chłopcu

Codziennie spotykali się w szkole. Mijała go na korytarzu.
Nawet miał kolegów. Żadnej koleżanki.
Był chory.
To było widać na pierwszy rzut oka.
Nie chodził normalnie.
Nie wiedziała, co to za choroba. Czy tym można się zarazić?

Nie wiedziała też, jak on się z tym czuł. Co myślał. Widziała, że jest smutny.
Bardzo smutny.
Ale miał kolegów, czasami nawet się z czegoś śmiali.

Chciała go parę razy zaczepić.
Powiedzieć, że w sumie to fajne, że chodzi do szkoły.
Pomimo choroby.
Ale nie zaczepiła go, chyba się wstydziła.
Tego, że się z niej będą śmiać. Że się chorym interesuje.
Jeszcze pomyślą, że może z nią też coś jest nie tak?

Raz, gdy go mijała, ich oczy się spotkały. Chciała się uśmiechnąć.
Ale odwróciła głowę.
Nie widziała, że on zasmucił się jeszcze bardziej, gdy to zauważył.
Nie wiedziała, że pomyślał, że żadna dziewczyna go nigdy nie polubi.
Że jest odrażający.

Dowiedziała się kilka dni później, że tamtego dnia ten chłopak nie wrócił już do domu. Po szkole poszedł w kierunku torów kolejowych i popełnił samobójstwo.

Bajka o kotku

To był dosyć chudy, czarny kot. Jak się urodził, było bardzo zimno, ale poradził sobie, matka była obok. Teraz jest sam. Widział już dwie zimy. Ta jest kolejna. Często jest głodny i zagląda do śmietnika. Nie ma tam zbyt wiele jedzenia, ciężko coś znaleźć. W brzuchu mu burczy, gdy tak siedzi. Lubi tylko wieczory, gdy ludzie wracają pod blok tymi burczącymi samochodami. Maska jest wtedy ciepła i lubi na niej leżeć. Zganiają go, ale i tak wraca. Ciepło.

Kolejny dzień, znowu zagląda do śmietnika. Ostatnio próbował zwrócić na siebie uwagę tych ludzi i miauczał w nocy, długo, dosyć przeraźliwie, żeby go zauważyli. Czyżby się udało?

Zauważa miseczkę, a w niej… coś pachnącego. Podchodzi, wącha. Próbuje. Zjada wszystko! Jest teraz szczęśliwym kotem, z pełnym brzuchem. Czeka na wieczór, by jeszcze poleżeć na ciepłej masce, gdy nagle… W brzuchu zaczyna go coś drapać, boleć. Miauczy. Coś jest nie tak. Bardzo boli, tak bardzo, że już nie może miauknąć, piszczy. Spada z ławki, na której przycupnął. Piszczy.

W karmie była trutka, nie wyczuł. Umiera zmarznięty.