Bajka o bombce

Miała niecałe 15 lat. Od zawsze w tej rodzinie.
Od zawsze na sztucznej choince. Wisiała, świeciła.
Z czasem coraz mniej, ale nikomu to nie przeszkadzało.
Przynajmniej do tych świąt.

Wszystko się zmieniło.
Dzieci zawsze chciały ubierać choinkę jak najwcześniej.
Co prawda, z każdym rokiem trochę mniej chętnie, ale jednak.
To była zabawa. Dużo śmiechu.
Czekanie na Mikołaja. Prezenty.
Szczęście.

A teraz?
Nie ma dzieci, dorosły.
Nie ma zabawy. Nie ma uśmiechów.
Nikt nie czeka na Mikołaja.
Właściwie, po co ubierać choinkę?

W końcu, w dniu Wigilii, babcia wyjęła pudełko z bombkami.
Sztuczna choinka stała krzywo.
W domu było pusto, wszyscy jeszcze w pracy. Może dojadą na kolację.
Może.
Babcia wyjmowała bombki, jedna za drugą.
Nie miała już tak sprawnej ręki, jak kiedyś. Jedna jej się wyślizgnęła.
Spadła, rozbiła się.

Łza kręci się w oku.
Zbita bombka została wyrzucona do śmieci.
Takie święta.

Bajka o choince

Młoda choinka wyglądała w lesie pięknie. Była zielona i zdrowa, zapowiadała się na piękne i dorodne drzewo. Ale pewnego dnia przyszedł drwal i zabrał ją z lasu.

Odcięta od korzeni, nie czuła się dobrze. Najpierw jechała w zatłoczonej ciężarówce. Później kilka długich dni była oglądana, dotykana i oceniana na bazarze przez kupujących. Opinie były surowe: „Krzywa chyba”, „Za mało igieł”, „Mogłaby być wyższa”. Mała choinka z każdym dniem smutniała coraz bardziej.

W końcu jednak trafiła na miłą rodzinę, której się podobała. Została kupiona i zabrana do domu, w którym było ciepło i przytulnie. Dzieci ubrały ją w bombki i światełka. Choinka miała się coraz lepiej, bezpiecznie i dobrze. Podobało jej się w tym domu bardzo. Miała ozdoby, dużo uwagi, głaskania i czuła się ładna. Chciała tam zostać na zawsze i duża urosnąć.

Aż któregoś dnia święta się skończyły. Z gałęzi zabrano jej ozdoby i światełka. Igły zaczęły spadać. I któregoś dnia mała choinka została wyniesiona z domu. Wciśnięta do worka na śmieci, wylądowała na śmietniku. Z połamanymi gałązkami, smutna i opuszczona. Stała tam chwilę, aż uschła do końca. Nie widziała już śmieciarki, która wywiozła ją na wysypisko.